Inspiracje

Paczkowane domy

Mariusz Borowy 8 minut czytania

Jestem z miasta. Mieszkam jednak na wsi i tu muszę zbudować dom. To właściwie nic trudnego. Mój sąsiad właśnie wprowadza się do budynku, który stawiał przez ostatnie dwa lata z pomocą nastoletniego syna. Obserwując ich myślałem, że to super sprawa: ojciec i syn budujący własnymi rękami wspólny dom. Szybko uznałem, że też tak chcę. Tym bardziej, że tzw. metoda gospodarcza wciąż jest najtańszym sposobem budowania. 
Szybko jednak okazało się, że romantyczna wizja własnoręcznego budowania domu jest w moim przypadku zupełnie nierealna. Po pierwsze nie mam nastoletniego syna, tylko dziewięcioletnią córkę, która zresztą natychmiast wyraziła gotowość do uczestniczenia w pracach budowlanych. Po drugie, zupełnie nie mam czasu na budowanie mojego domu, bo w tym samym czasie muszę zarabiać potrzebne na to pieniądze. A po trzecie: w ogóle się na tym nie znam. Zresztą mam wrażenie, że jako jedyny we wsi. 
Kiedy do tego dodałem wizję ciągnącej się latami budowy i wszystkich związanych z nią problemów, a także działki zawalonej sprzętem i materiałami, zrozumiałem, że nie tędy droga.


Moduły i prefabrykaty

Rozważając różne sposoby na budowę nowego lokum, od najmowania kolejnych ekip do poszczególnych prac, przez znalezienie firmy stawiającej domy pod klucz, trafiłem na technologie prefabrykowane i modułowe. I to jest dokładnie to, czego mi potrzeba! Nie dość, że sam nie muszę kiwnąć palcem przy budowie, to jeszcze przebiegnie ona błyskawicznie.

Początkowo miałem obawy co do jakości takich domów „z paczki”, wyobrażając sobie, że to jakieś liche konstrukcje z tektury ze szczelinami na łączeniach. Ale okazało się, że jest wręcz przeciwnie: to właśnie domy powstające w specjalnych fabrykach i montowane na placu budowy cechują się zwykle lepszym wykonaniem niż te budowane od podstaw. Dzieje się tak, gdyż pracujący przy nich fachowcy mają do czynienia z jedną technologią budowlaną, w której stają się mistrzami. A jednocześnie praca w hali produkcyjnej, pod dachem i z dostępem do różnych ułatwiających ją urządzeń, może być wykonywana znacznie staranniej i precyzyjniej niż na budowie.

Domy modułowe – zalety i wady

Jakie więc mam możliwości? Na początek należy rozróżnić dwie metody budowania. Pierwsza to domy modułowe. Na budowę docierają one w postaci gotowych do zmontowania, sześciennych brył. W zależności od projektu, wielkości i możliwości transportowych, dom może przyjechać w formie od dwóch do sześciu modułów. Zdarzają się też – choć to raczej rzadkość – konstrukcje przywożone w całości. 
Co ciekawe, konstrukcję modułową można rozmontować i przenieść w inne miejsce. Może ona też być postawiona bez powiązania z gruntem, a wtedy nie musi być traktowana jako dom mieszkalny. To sposób wykorzystywany przez niektórych inwestorów do obejścia problemów z uzyskaniem zezwolenia na budowę. Znane są też realizacje, w których dom modułowy stawiano na… dachu bloku mieszkalnego.

Niestety wadą metody modułowej jest brak możliwości wprowadzania zmian do projektu. Praktycznie możemy je wybierać tylko z (często mocno ograniczonej) oferty producenta. Tej wady w znacznym stopniu pozbawione są domy budowane z prefabrykatów wielkoformatowych. W tym przypadku na budowę docierają poszczególne ściany lub ich elementy, które dopiero na miejscu przybierają postać budynku. Tutaj oferta dostępnych modeli jest już znacznie szersza, a wiele firm umożliwia również zamówienie domu według projektu klienta. W takich przypadkach oferują one zwykle jego bezpłatną adaptację do technologii, w której produkują moduły.

Domy prefabrykowane – technologie i materiały

Zarówno domy modułowe, jak i prefabrykowane powstają zwykle w technologii szkieletowej. Rzadziej spotyka się konstrukcje z dużych elementów keramzytobetonowych osadzanych w stalowych ramach. Producenci oferują zwykle budynki w kilku fazach wykończenia, od stanu surowego zamkniętego, aż po kompletnie wykończenie wnętrz, łącznie z zabudową łazienki, kuchni i szaf wnękowych. Oczywiście klient ma możliwość wyboru materiałów wykończeniowych, często – na wzór wyposażenia samochodów – zgrupowanych w kilku wersjach cenowych. Wiele firm umożliwia również wymianę niektórych materiałów budowlanych na lepsze. Można więc zastąpić zwykłe okna takimi o lepszych właściwościach izolacyjnych lub poprosić o zastosowanie wysokiej jakości niepalnej wełny skalnej w warstwach ocieplenia, zamiast zwykłej mineralnej, która jest oferowana w standardzie.

O ile na tym etapie udział inwestora ogranicza się do podjęcia kilku decyzji, to inaczej ma się sprawa z fundamentami. Większość firm oczekuje, że ich przygotowaniem zajmie się klient. Jednocześnie mają one wobec nich bardzo konkretne oczekiwania, które muszą być dokładnie spełnione. Dlatego wielu producentów domów zastrzega sobie wręcz prawo odbioru fundamentów i zdarza się, że żądają oni dokonania poprawek. Jeśli inwestor się będzie upierał, że wszystko jest w porządku, dom może być postawiony, ale np. bez gwarancji, która jest jedną z ważniejszych zalet budownictwa modułowego i prefabrykatowego. Dlatego najlepiej jest poprosić firmę, w której zamawiamy dom, o wskazanie współpracującej z nią ekipy spełniającej jej oczekiwania.

Jednak poza potencjalnymi problemami z fundamentami, domy takie mają niemal same zalety. Powstają błyskawicznie, od wizyty w biurze sprzedaży do wprowadzenia może minąć zaledwie kilkadziesiąt dni, cechują się wysoka jakością wykonania, potwierdzoną gwarancją, a ich budowa nie rujnuje działki. Owszem, są droższe od stawianych metodami tradycyjnymi, a zwłaszcza własnymi siłami. Ale czy na pewno? Jeśli policzyłbym każdą godzinę spędzoną przy budowie – i nie mówię tu o samodzielnym budowaniu, ale o wszelkich rozmowach z fachowcami, sprawdzaniu ich w internecie, szukaniu kolejnych, gdy ci zawiodą, jeżdżeniu po sklepach w poszukiwaniu lepszych ofert, podejmowaniu setek decyzji, z którymi zwrócą się do mnie fachowcy itp. – a następnie przemnożył to przez stawkę jaką otrzymuję za moją pracę, to sytuacja już nie jest taka jasna.

Bo chociaż nie jestem jakoś specjalnie bogaty, to mimo wszystko jako dziennikarz zarabiam na godzinę więcej niż murarz. Przynajmniej tu u nas na Podlasiu. Dlatego – z mojego punktu widzenia – im szybciej problem budowy domu zniknie z mojej głowy, tym będzie ona dla mnie tańsza. Jeśli do tego dodać wszystkie nieuniknione problemy, jakie wynikną na tradycyjnej budowie, związane z nimi nerwy i całe to (trwające minimum rok!) zamieszanie, to wizja domu, który przyjeżdża na ciężarówce i powstaje w kilka dni, zaczyna być bardzo kusząca. No i chciałbym zobaczyć minę sąsiada, gdy któregoś razu wróci z pola i zamiast mojej starej stodoły zobaczy gotowy dom… To może być warte każdych pieniędzy.