Inspiracje

Ciasna, ale własna – jakie błędy można popełnić, remontując wiejski domek

Mariusz Borowy 5 minut

Jestem z miasta.

Ale od roku mieszkam na wsi, w chatce z 1927 roku odziedziczonej po dziadkach. Gdy ją przejmowaliśmy, wydawała się świetnym miejscem na krótkie wypady za miasto. Czego można chcieć więcej, niż pełne zieleni podwórko, rozłożysty orzech, pod którym można grillować i jakieś miejsce na przespanie się po imprezie?

Cóż, szybko okazało się, że takim czymś na pewno jest łazienka.
I tak zaczął się nasz niekończący się remont, którego historia może być bardzo pouczająca, jako że takie chatki stoją we wszystkich wsiach centralnej i wschodniej Polski i coraz więcej osób kupuje je na letniska.

Można powiedzieć, że to projekt standardowy. Każdy z nich ma podobny układ pomieszczeń: wejście przez sień, dalej duża kuchnia z kuchenką opalaną drewnem, pełniąca jednocześnie rolę pieca i przejście do sypialni. Za nią znajdowała się jeszcze tzw. komora – długie, pozbawione okna pomieszczenie służące za garderobę czy graciarnię, w której my – po wstawieniu drzwi balkonowych – urządziliśmy pokój dziecka.
Przekładając na język współczesny można by powiedzieć: niewielki wolnostojący dom w technologii drewnianej, z otwartą na salon kuchnią i sypialnią z obszerną garderobą. O łazience lepiej nic nie wspominać, bo „ładnie położony, drewniany bungalow kąpielowy” to chyba byłyby przesadne słowa, by opisać sławojkę stojącą pod lasem…

Rujnujący remont

I właśnie budując prawdziwą łazienkę, popełniliśmy pierwszy i być może największy błąd. Nie chcąc mnożyć kosztów i komplikować sobie pracy, umieściliśmy ją w sieni naszej chatki. Z obserwacji wynika zresztą, że podobnie postępuje większość osób, które chcą wyposażyć tego rodzaju domy w łazienkę.

Na początku zdawało to egzamin, można było prosto z dworu wejść do toalety bez konieczności zdejmowania butów itp. Świetne rozwiązanie, kiedy na działce przebywa się tylko latem i całe dnie spędza na dworze. Ale teraz za każdym razem, gdy zimą przechodzę po kąpieli przez lodowatą sień, zastanawiam się, jak mogliśmy wtedy o tym nie pomyśleć. W dodatku zrezygnowaliśmy z ocieplenia. W końcu to miał być tylko domek letniskowy. 
Mając już przyzwoite warunki sanitarne, zaczęliśmy zostawać w naszej chatce na dłużej. I wtedy okazało się, że jednak babciny wystrój wnętrz trochę nam przeszkadza. Zapadła więc decyzja o lekkim odświeżeniu wnętrza. – Zmienimy tylko tapety, kupimy parę mebelków i będzie OK – powiedziała moja ukochana. Cóż…

Szybko wyszło na jaw, że spod starych tapet sypią się spróchniałe bale, instalacja elektryczna kruszy się w palcach, a w jednym rogu zgniły legary i podłoga zapadła się o 20 cm. A któregoś razu, kiedy byłem na strychu, udało mi się trafić stopą na jedyną, za to kompletnie spróchniałą deskę w całym stropie. Moja noga przebiła sufit, tworząc w nim ogromną wyrwę, i przez chwilę wyglądała jak awangardowy żyrandol.
Ostatecznie remont trwał całe lato i pochłonął małą fortunę.

Planuj perspektywicznie

Niestety w trakcie planowania remontu zabrakło nam wyobraźni i nie przewidzieliśmy, do czego sami jesteśmy zdolni. W związku z tym przeprowadziliśmy go ze złymi założeniami. Przede wszystkim nie ociepliliśmy naszej chatki. I o ile kuchnię wraz z sypialnią bez problemu ogrzewamy piecem kaflowym, to już łazienka i urządzony w „komorze” pokój dziecka wymagają grzejników elektrycznych. A te, bez solidnej warstwy wełny skalnej muszą pracować cały czas, co kosztuje niemało.

Brak solidnego ocieplenia powoduje też, że każdy przejazd ciągnika czy kombajnu pod naszymi oknami stawia nas na baczność.

Problemem są też nieocieplone podłogi. Nawet, gdy zimą mamy w domu 25°C, chodzimy w kapciach, bo od zimnych podłóg marzną nam stopy.

Wiecznie też brakuje nam gniazdek elektrycznych i stworzyliśmy już prawdziwą pajęczynę z przedłużaczy. Boli to tym bardziej, że w momencie, gdy elektrycy kładli nam nową instalację, mogliśmy zażyczyć sobie ich dowolną ilość. Ale nam wydawało się, że dwa na pomieszczenie to i tak za dużo, w końcu chodziło tylko o podładowanie komórek…

Najważniejsza rada

Dziś, gdy znajomi mają w planach odnowienie podobnych domków i pytają mnie o rady, mówię zwykle: planuj remont z myślą o całorocznym mieszkaniu w tym budynku. Z własnego doświadczenia i obserwacji innych wiem, że nawet, jeśli nigdy do tego nie dojdzie, na pewno po jakimś czasie pojawi się pomysł urządzenia w nim świąt czy sylwestra albo po prostu wyskoczenia na kilka dni zimą. I wtedy okaże się, że urządzenie łazienki czy kuchni w jakiejś nieogrzewanej sieni czy przybudówce nie jest już tak dobrym pomysłem, jak to się wydawało latem. Dlatego zdecydowanie lepiej od razu robić wszystko z myślą o całorocznej eksploatacji. To oczywiście podnosi nieco koszty, ale przecież nie musimy zrealizować wszystkich zamierzeń w jeden sezon. Póki domek pełni funkcje wakacyjne, nie do końca umeblowana kuchnia czy inne pomieszczenie nie będzie wielkim problemem, ważne jednak, by były one od razu dobrze rozplanowane i znajdowały się w odpowiednim miejscu. Będzie to miało kluczowe znaczenie, gdy zechcemy użytkować dom poza okresem letnim. Bo o ile dołożyć warstwę wełny ROCKWOOL można w każdej chwili – jak robię to teraz ja – to zmienić układ funkcjonalny już odremontowanej chatki tak, by wygodnie się z niej korzystało jesienią czy zimą, będzie bardzo trudno.

Ale moja najważniejsza chyba rada brzmiałaby tak: rób to! Nie bój się i nie wahaj. Nawet, jeśli popełnisz jakiś błąd, to i tak będzie fajnie. Bo własna chatka na wsi to supersprawa. Nawet jeśli nie jest ona tak całkiem super. Jak moja.